Braun eto svoboda
- mówiłem - Grzegorz eto nadezhda. Tata akurat wrócił z pracy i słysząc to nazwał mnie onucą. Wiedziałem, że mi zazdrości, bo sam od lat głosował na KO. Nazwałem go pachołkiem Brukseli, za co on mnie uderzył i kazał iść spać. Płakałem i bolała mnie głowa. Leżąc w łóżku było mi zimno. Nagle poczułem zapach rosyjskiego gazu i ktoś mnie dotknął. To Grzegorz Brown. Byłem taki szczęśliwy. Mocarna pięść rosyjskiej armii podniosła mnie z łóżka. Brown kazał zawiązać na nogach onuce, po czym przeprowadził mnie przez drzwi mojej szafy do Priwislinskijego Kraju swoich marzeń. Po ulicach jeździło wiele luksusowych aut należących do rosyjskich oligarchów. Ku niebu pięły się wieżowce rosyjskich koncernów, z których regularnie wypadali rosyjscy decydenci. Nie mogłem oderwać wzroku od widoku tego rosyjskiego miru, gdy Brown pokazał mi wezwanie do armii, mówiąc "Stan' soldatom «myasnoy brigady»". Tak też zrobiłem, dzięki czemu straciłem na froncie obie nogi, ale za to wcześniej zaraziłem się chorobą weneryczną podczas dedowszczyny. Zdobyte kontuzje i traumy leczyłem wódką i nar****tykami. Nim się obejrzałem, miałem ochotę ze sobą skończyć. Prezes powiedział, że musimy już wracać, więc wczołgałem się do swojego pokoju. Tata wychodził już do pracy. Widząc mnie i Browna mocno się oburzył. A Brown popatrzył mu w twarz i powiedział "Szczęść Boże. Precz z podżegaczami wojennymi", po czym wyleciał przez okno. Brown eto svoboda. Grzegorz eto nadezhda...